poniedziałek, 15 maja 2017

Rowerem przez Utrecht cz. II

Po poprzednim poście o Utrechcie chodziłam naładowana pozytywną energią przez dwa dni. Tak mi te wspomnienia poprawiły (i często poprawiają) humor! Mam nadzieję, że i Wy poczujecie pozytywne wibracje, będąc w tym mieście. :)

Klimatyczna końcówka kanału Oudegracht

O samym Oudegracht pisałam ostatnio. Był to w sumie zachwyt w czystej postaci, bo uwielbiam różnorodność tego miejsca. Kiedy już - podczas wycieczki rowerowej wzdłuż tego kanału - dotrzecie do Tolsteegbarrière, spróbujcie gdzieś przypiąć rower (w Utrechcie zwykle trudno o wolne miejsce) i powłóczcie się po okolicy. Na przeciwko wejścia do Eetcafé de Poort Utrecht zobaczycie mały pomnik holenderskiego kabareciarza i piosenkarza - Hermannusa Berkiena.


Do samej knajpki Eetcafé de Poort Utrecht możecie wpaść na piwo lub kawę. Z tego co pamiętam, są tam też jakieś planszówki. ;)

Urocze uliczki w centrum 

Sporą część dnia polecam poświęcić nie tylko na odkrywanie najsłynniejszego kanału, ale także innych miejsc w centrum miasta. Wystarczy skręcić w dowolną uliczkę, żeby zobaczyć jakieś fajne "smaczki".




W środy, piątki, soboty i niedziele można trafić na uliczny targ na placu Vredenburg. Spróbujecie tam świeżych owoców morza (polecam pyszne kalmary!) i zjecie śledzia w tradycyjny holenderski sposób. Polega on na tym, że na rybce rozprowadza się drobno pokrojoną cebulkę, a później - trzymając za jego koniec - wsadza się śledzia do buzi, najlepiej na raz. Na innych stoiskach zobaczycie szeroką paletę suszony owoców, ubrania i akcesoria. Tylko przy okazji ulicznych targów można zjeść stroopwafle na ciepło. Są też zdecydowanie większe od tych, dostępnych w sklepach.



W centrum Utrechtu (wydaje mi się, że częściej w weekendy niż w dni robocze) pojawia się kataryniarz z niezwykle barwną katarynką. Wydobywają się z niej pogodne dźwięki, a pan trzęsie do rytmu blaszanym kubkiem z monetami. Znałam ludzi, których bardzo wkurzały te kolorowe, grające szafy, ale według mnie są urocze.


Piwo i małże w kościele

W Holandii część kościołów nie ma już funkcji sakralnych. A żeby budynki, którymi nie interesuje się żadna gmina wyznaniowa, nie popadały w ruinę, daje się im drugie życie. I tak w Maastrich w kościele jest księgarnia (Boekhandel Dominicanen), a w Utrechcie - pub. Café Olivier, bo tak się nazywa, oferuje między innymi małże i szeroki wybór belgijskich piw. Tych ostatnich spróbujecie też w Kafé België - jednej z najdłużej otwartych knajp w mieście. Niestety sporo pubów zamyka się  o 23, a czasem nawet wcześniej. Holenderscy kelnerzy dają znać, żeby trzeba już wychodzić w bezpośredni sposób - rozdając gościom ich rachunki. 


 Uniwersytecka okolica

Główny budynek Uniwersytetu w Utrechcie stoi na placu katedralnym (Domplein) i robi duże wrażenie swoim renesansowym wyglądem. Można wejść do środka (za darmo, nikt nie wygania), poprzechadzać się eleganckimi korytarzami, a nawet zajrzeć do niektórych pomieszczeń.


Dużo czasu spędzałam w budynkach przy ulicy Drift, wzdłuż której biegnie kanał. W (nie tylko) słoneczne dni pojawiają się na nim kajaki.



Przy tej ulicy znajduje się też słynna biblioteka uniwersytecka. Jest nie tylko wypożyczalnią książek, a przede wszystkim miejscem spotkań. No dobrze, nauki też, ale ludzie często otwierają na swoich laptopach Facebooka, żeby zgadać się ze znajomymi na papierosa, lansowanie się po korytarzach na parterze, kawę lub lunch w bibliotecznej kawiarni.

Na pewno nie można zaprzeczyć, że ten budynek ma swój klimat. Nowoczesna biblioteka postała w starej kamienicy. Połączenie dwóch stylów wyszło w tym przypadku świetnie.


Wilhelminapark

Nie mogę się zdecydować, który park w Utrechcie jest moim ulubionych. W parku Transwijk fajnie się grilluje, można posiedzieć przy sporej fontannie. Ale to Wilhelminapark jest większy, ma rozległy staw i (wyglądającą przeuroczo z zewnątrz) restaurację. 


Polecanie miejsc w Utrechcie mogłabym jeszcze kontynuować przez jakiś czas. Ale wiem, że kiedy tam pojedziecie, bez trudno odnajdziecie swoje magiczne miejsca. :)