czwartek, 19 października 2017

Kobuleti. Nauka odpoczywania nad morzem

Kiedy byłam w podstawówce nie wyobrażałam sobie, że w wakacje można się męczyć. Byłam aktywna - chodziłam do szkoły muzycznej, wydawałam szkolną gazetkę i różne takie - więc w lecie chciałam sobie wreszcie odpocząć. Na kolonie i obozy zawsze wybierałam morze, gdzie skakaliśmy przez fale, bawiliśmy się w podchody na wydmach i jedliśmy szalone ilości gofrów.

Aż tu nagle zaczęły mnie wzywać góry. Kiedy pojechałam pierwszy raz w Tatry jako szesnastolatka, myślałam, że wypluję swoje płuca, wchodząc na Gubałówkę. Pod koniec wyjazdu weszłam na Giewont i już zaczęłam czuć, że nie odpuszczę tematu, że góry - poza niesamowitymi widokami - dają mi wyjątkową satysfakcję i budują pewność siebie. Od tamtego czasu zaczęłam łyżkami delektować się górami, a niedługo potem w podobny sposób wsiąknęłam w podróże.

Szalone podróżowanie


Teraz gdy gdzieś wyjeżdżam, chcę zrobić jak najwięcej. Przed wyjazdem w góry planuję trasy na minimum około 20 kilometrów, a jadąc do kolejnego kraju, najchętniej zobaczyłabym wszystko. W zeszłym roku udało nam się z M. objechać Islandię dookoła, na tegoroczną Gruzję również mieliśmy ambitne plany. Mój pierwszy pomysł zakładał 10-dniowy treking, ale zorientowaliśmy się, że nie starczy nam czasu na zobaczenie miast, posmakowanie kultury. Dlatego wędrówka miała potrwać 5 dni, a resztę chcieliśmy poświęcić na intensywne zwiedzanie kraju.
 
Po pierwszym dniu chodzenia po górach skręciłam kostkę, a dwa dni później lekarz uświadomił mnie, że szybko mi to nie przejdzie i polecił kupić kule. Moja wewnętrzna podróżnicza wariatka się załamała. Ale nie przeszło mi przez myśl, żeby wracać. Więcej oglądałam z siedzenia samochodu lub marszrutki, niż chodziłam, ale podróżowałam dalej!


Nauka odpoczywania


Bliscy radzili, żebym odpoczęła nad morzem. A ja średnio to umiem. Pojechaliśmy do Kobuleti - miasta oddalonego 25 kilometrów od turystycznego Batumi. Od spotkanych po drodze Polaków usłyszeliśmy, że w mniej popularnej miejscowości są o wiele tańsze noclegi i spokojniejsza atmosfera. Tak właśnie było. Za nocleg płaciliśmy tyle, co w polskim hostelu, a w restauracji tuż przy plaży byliśmy jednymi z niewielu gości.

W odpoczywaniu pomogły fale. Od zawsze mnie uspokajają. Wsłuchuje się w nie, a mózg się resetuje. Magia. Przez cały dzień gapiłam się w morską pianę albo czytałam książkę. Dawno się tak nie zrelaksowałam.



Muszę to zacząć robić częściej. :)